usługi

Mój wymarzony samochód na minuty a chmura obliczeniowa

Ostatnio w gronie kolegów, wymienialiśmy uwagi i opinie na temat nowego zjawiska, jakim są samochody na minuty. Zgodnie doszliśmy do wniosku, że w obecnej formule stanowią użyteczną ciekawostkę, ale – żeby miały szansę stać się rozwiązaniem, które spowoduje, że przesiądziemy się do nich na stałe, rezygnując ze swoich samochodów, kilka warunków musiałoby zostać jeszcze spełnionych.

Dostępność i dowolność

Najważniejszym z ich była dostępność na zawołanie. Taki samochód musiałby być do naszej dyspozycji w mniej niż minutę. Na dodatek w dowolnym miejscu, w którym się znajdujemy – w pracy, pod sklepem, w domu, pod szkołą dziecka itd. Czyli z grubsza wszędzie tam, gdzie zwykle mamy swój własny samochód (a właściwie, nawet lepiej – własny samochód trzeba przecież parkować, czasem nawet kilka przecznic dalej, przez brak miejsc).

Drugim warunkiem jest dowolność rodzaju auta – raz potrzebujemy kompakta, innym razem vana, czasem chętnie przejedziemy się sportowym cabrio. Chętnie też wybieralibyśmy w wariantach wyposażenia – czasem potrzebny nam hak, czasem bagażnik dachowy, a w zimie fajnie mieć ogrzewanie postojowe.

No i oczywiście cena za minutę. Nie może być absurdalnie wysoka, ale może być zmienna w zależności od tego, z jakiego auta i z jakim wyposażeniem w danym momencie korzystamy – oczywiste i akceptowalne jest, że za supersamochód z V12 albo za siedmioosobowego vana zapłacimy więcej niż za hybrydowego kompakta ze średniej półki.

Potem skupiliśmy się na nowych możliwościach, jakie otwarłaby taka dowolność wyboru z palety różnych aut, za cenę bezpośrednio związaną z danym modelem i czasem korzystania. Piękne perspektywy, ech... Fajnie było puścić wodze fantazji, jednak zakończyliśmy rozmowę konstatacją, iż nie wszystko jeszcze wymyślono. A następnie własnymi (choć nie do końca – bo leasingowanymi, w wynajmie długoterminowym, służbowymi) autami podążyliśmy za swoimi sprawami.

Indywidualne wymagania

Szkoda, że auta na minuty nie są w stanie (jeszcze) spełnić naszych wszystkich wymagań. Ale i tak nie mam pewności, czy spełniając je, stałyby się w Polsce masowym rozwiązaniem. Ta wątpliwość wynika z faktu, że zupełnie inna kategoria, inny produkt – infrastruktura IT dla firm – która w modelu chmurowym spełnia wszystkie analogiczne warunki (jest elastyczna, dostępna na żądanie, opłacana za czas korzystania, można w niej włączać i wyłączać różne funkcjonalności) – z jakiegoś powodu w kraju nad Wisłą przyjmuje się w tempie znacznie wolniejszym, niż nie tylko w krajach zachodniej Europy, ale i u najbliższych sąsiadów.

Nad przyczynami tego stanu rzeczy zastanawia się wielu. My też pytamy klientów i nie-klientów, realizujemy też badania rynkowe. Postanowiłem jednak poszukać odpowiedzi, pozostając przy motoryzacyjnej analogii. Dlaczego firma miałaby pozostawać przy modelu kupna (bądź leasingu, czy też wynajmu długoterminowego) samochodów, jeśli mogłaby korzystać z aut na minuty? Na pewno istnieją nisze, w których minutowe rozliczanie okaże się summa summarum droższe.

Na przykład Yellow Cabs w Nowym Jorku jeżdżą 24h na dobę, zmieniają się tylko kierujący nimi De Niro, w cyklu 8 godzinnych zmian – tutaj pewnie bardziej opłaca się korporacji zakup auta. Mogą to być również sytuacje, kiedy auta muszą być specjalistycznie przygotowane – samochody na minuty mogłyby nie “odnaleźć się” w roli karetek czy karawanów…

Jednak aut (podobnie jak infrastruktury IT) używa się u nas w sumie podobnie jak gdzie indziej na świecie, więc raczej to nie w niszowych zastosowaniach należy szukać przyczyn różnic w zakresie popularności takiego rozwiązania. Podobnie rzecz się ma z bezpieczeństwem – nawet jeśli subiektywnie uważamy, że własne może być bezpieczniejsze (np. bo je znamy), to czy na innych rynkach kierowcy (czy – poza analogią - szefowie IT) mają większe zamiłowanie do ryzyka? A może jest to kwestia radości zakupu i posiadania tego symbolu statusu? Jak najbardziej, jeśli chodzi o auta. Kiedy mowa o serwerach i dyskach – chyba zdecydowanie mniej, przynajmniej z perspektywy CEO czy CFO.

Lekkość filozofii działania

Może zatem przyczyna tkwi w samej organizacji pracy i zarządzaniu flotą samochodową / infrastrukturą IT? Kiedy 20 lat temu miałem otrzymać samochód służbowy, wiązało się to z wizytą w pokoju administratorów floty. Trzeba było grzecznie, bo od ich widzimisię zależało czy samochód przyznany będzie fajniejszy, czy mniej fajny, czy wymiana opon bądź przegląd będzie wykonany w normalnych, czy nienormalnych godzinach, itd.

O sile ich pozycji w organizacji świadczył fakt, że w swoim pokoju mieli tablicę korkową na której przyczepiali karteczki wyjmowane zza wycieraczek służbowych aut, którym zdarzało się zaparkować w centrum, i jakoś nikt nie śmiał ich za tę praktykę krytykować. Dziś, w tej samej firmie, nie ma już funkcji kierownika ani administratorów floty (choć część z tych osób nadal tam pracuje). Dlaczego? Bo zarządzanie autami jest wyoutsourcowane.

Uwalniając się na chwilę od jakże sympatycznej samochodowej analogii, trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że korzystanie z chmury to trochę inny rodzaj pracy, wymagający innej, lżejszej filozofii działania organizacji. W wielu przypadkach lekkość ta przekłada się na zwinność i elastyczność technologiczną oraz “lżejsze” koszty. Ale uwaga – takie podejście wymaga rezygnacji ze wspomnianej tablicy korkowej, co na szczęście dobrze wpisuje się w obecne czasy. Tak samo jak poszerzanie kompetencji o zarządzanie chmurą, fokusowanie firmy na core biznesie, outsourcing procesów i zasobów wspomagających.

Wyobraźnia i odwaga

Myślę, że czytelnicy którzy dobrnęli do tego miejsca niniejszego wpisu, wiedzą czy byliby gotowi porzucić własne, wysiedziane fotele właścicieli aut, na rzecz formuły supersamochodów na minuty opisanej wyżej. Jeśli taka oferta spełniałaby ich wszystkie oczekiwania, wiązała się z nowymi możliwościami i była efektywniejsza kosztowo, niż model tradycyjny, to czemu nie?

No właśnie, i tu ostatnia już analogia do cloud computingu. A raczej pytanie, z którym chciałbym Was zostawić – czy nie jest tak, że potrzeba jednocześnie trochę wyobraźni, i trochę odwagi korporacyjnej, aby analogiczną przesiadkę wykonać z własnej infrastruktury na chmurę obliczeniową?